Zawodowo – specjalistka od skutecznych kampanii reklamowych w internecie.
Prywatnie – mama i żona z głową w chmurach.

Pisanie towarzyszyło mi od zawsze. Literki opanowałam w wieku lat trzech i odkąd to się stało pisałam coś bez przerwy: bajki, bajeczki, wiersze, wierszyki, listy, liściki.

Równie szybko odkryłam frajdę z czytania. Urządzałam lalkom i misiom prawdziwe słuchowiska czytając co wieczór „Nie płacz koziołku” – ten sam egzemplarz, który dziś czytam mojemu synkowi na dobranoc.

 

Mój pierwszy tomik wierszy „na poważnie” powstał w 1994 roku, miałam wtedy 10 lat. Składał się z 15 wierszy, oto jeden z moich ulubionych:

„Dlaczego wszyscy widzą miasto szare i ponure?

Myślą, że ktoś kładzie na nie ciemną chmurę.

A wystarczy ruszyć głową, nastawić fantazji budziki

i już widzimy latarnie jako chude ludziki.

Domy to kolorowi Clowni,

których światła w oknach to szufladki wyobraźni.

Drzewa to wielcy komicy,

chmura to pojazd lotniczy.

I tak miasto staje się wyjątkowe,

nie ponure, lecz kolorowe”.

Z sentymentem wracam do tych niedoskonałych dzieł dziesięcioletniej dziewczynki, z której ciągle mam coś w sobie. Był taki moment, że dorosłość wciągnęła mnie na dobre, ale gdy kilka lat temu urodził się mój syn, poruszył struny, które obudziły we mnie ten fragment duszy, który chce pisać. Pisać mądrze dla dzieci, by uczyć je, bawić, a tym samym – wyrażać siebie.

Mój pierwszy wiersz, który powstał w tamtym momencie z radością dedykuję samej sobie sprzed lat, by zawsze ze mną była:

WIATR

W sadzie pana Mateusza

wiatr listkami drzew porusza.

To dość zwykłe wydarzenie

wywołało oburzenie…

Jabłonka zaczęła się dąsać,

bo na wietrze nie chciała pląsać.

Grusza się zdenerwowała,

bo ruszać listkami nie planowała.

Śliwa głośno ubolewa:

„z takiego wiatru będzie ulewa!”.

Wiśnia ogromnie marudzi,

że wiatr ją kurzem pobrudzi.

Czereśnia wzdycha spod płotu,

że nie lubi wietrznego łomotu.

I tylko wierzba płacząca,

w oddali za sadem stojąca,

do wiatru oko puszcza,

gałązki swe długie rozpuszcza,

a wiatr głośno chichocze

i wierzbie zaplata warkocze,

wesoło szumiąc wśród liści hula,

i podmuchami wierzbę przytula,

szczęśliwy, że wśród polnego ziela,

odnalazł przyjaciela.